Nowa książka, nowe ciekawe informacje, autorstwa doktora Martina Sprungali dotycząca wsi na pograniczu głogowsko – wielkopolskim. Publikacja Martina Sprungali „Wsie na pograniczu głogowsko-wielkopolskim” jest prezentacją dziejów wybranych miejscowości w tym Osowej Sieni z ciekawymi mapami do roku 1945. Polecam.


Więcej informacji na stronie internetowej www.wijewo.com 
PS. Po uzyskaniu zgody autorów książki umieszczę mapki miejscowości.

Bernhard Bleske - wspomnienia z Osowej Sieni - przetłumaczony z języka niemieckiego fragment książki

.Stary posłaniec pocztowy, którego dziadek znał już wcześniej, wbiegł pewnego dnia na podwórze i zaczoł  krzyczeć: „Anton, Anton, jest list do Ciebie z Polski”. Dziadek, który w tym momencie karmił konie, wytarł szybko ręce i wziął kopertę. Trzymał ją daleko od siebie, aby móc lepiej widzieć.

 Atrament był przy kilku literach rozlany, a na znaczku, który podstemplowany był czarnym kółkiem i cyframi, czytelny był tylko napis „Polska”. „Polska, Polen, nie, list przyszedł ze Ślaska, z Roehrsdorf, tu na odwrotnej stronie pisze: Glowazki- Roehrsdorf Nr 47” Otworzył list kieszonkowym nożykiem i powiedział: „Tutaj, spójrzcie! Obraz naszego domu, i Marusch, przyjaciel Bernharda, namalował je farbami wodnymi, pisze Pani Glowazka”. Ale co to było? Obora dla krów nie ma dachu! Tylko mury jeszcze stoja ale szczyt już runał. „Ludzie, którzy teraz żyja na tym miejscu, oderwali już dawno belki i deski z obory i włożyli do pieca”, czytał dalej dziadek. Potem zaczał przeklinać: „Nie moge w to uwierzyc, tak po prostu rozwalić stodołe, moja stodołe, tylko po to żeby uzyskać opał do palenia! A co sie stało ze wspaniałym bydłem? Sztuka po sztuce było ubijane, a wszędzie, gdzie to możliwe rozpalali ogien drewnem z obory, a bydło upiekli na rożnie. Ale ja ich wezmę do galopu, możecie mi wierzyć. Miejmy nadzieje że to się skończy, w przeciwnym razie nie długo już nic z tego nie zostanie!”.

Tak wściekły to jeszcze nie był. Trwało to jeszcze kilka dni, aż się uspokoił. Bernhard musiał jeszcze ciągle myśleć o obrazie i o Maruschu, jak pieknie się bawili, przy rowie obok buku i na dużej ławce ogrodowej, która stała na stelażu z białych belek jakby stała pośród listowia. Pewnego razu dziadek zbudował im za stodoła namiot z okryć dla koni, w którym od razu sie zanurzyli.

Czasami Bernhard śnił o Osowej Sieni, a pewnej nocy obudził sie, w ogóle nie wiedział gdzie jest, jego koszula była mokra a przykrycie leżało na podłodze. „Wyglądasz tak blado, chłopcze, jesteś chory?”, spytał go ojciec następnego ranka. „Nie, nie, nie jestem chory, ale miałem sen, o domu rodzinnym. Opowiem Ci o nim:
   Szedłem aleją ze Wschowy do Osowej Sieni. Słońceśswieciło na niebie, a z pól zbożowych obok ulicy wydobywały się ciepłe opary, kłosy właśnie opadły, ale jeszcze pachniało żniwami. Tam z tyłu leżała nasza wieś, wieąa zamku wystawała ponad drzewami i niedaleko od tego właśnie miejsca musiał stać gdzieś nasz dom, ale nie mogłem go jeszcze odnaleźć. Z daleka widziałem wóz, który nadjechał od strony Osowej Sieni, tylko koń szedł przy długim dyszlu i zaraz rozpoznałem na tym wozie meżczyznę, który miał na głowie czapkę odsunietą daleko do tyłu, aż na kark. „Dzien Dobry”, zawołał do mnie, „Dzien Dobry”! zatrzymałem się i dopowiedziałem nieco przestraszony „Dzien Dobry”. To jedyne słowo, które znałem po polsku. Właściwie powinno sie powiedziec: „Guten Tag”. Usmiechnął się i powiedział coś jeszcze, ale nie mogłem już tego zrozumieć.
   Wkrótce doszedłem do wioski. Na dachu domu piekarza Hartmanna, który zawsze mielił nasz mak, brakowało dachówek, okna były zakratowane żelaznymi prętami, a przed domem siedziało dwóch mężczyzn, jeden trzymał butelke w ręce. „Gdzie pozostali Hartmannowie? Wtedy pomyślałem, że przecież także i my już tutaj nie żyjemy, że my tak samo jak i Hartmannowie musieliśmy uciekać z Osowej Sieni. Tam, gdzie gospodarz Deckert postawił pomnik zwycięstwa, błyszczała teraz pomalowana na kolorowo figurka Chrystusa z pozłacanym sercem, nad którą wisiała na wysokim maszcie flaga biało-czerwona.
  Teraz chciałem szybko dojść do naszego podwórza. Wbiegłem w pierwszą ulicę w prawo i tam stał nasz dom- wysoki i ogołocony. Tam gdzie bluszcz pioł się po ścianach, oderwany był tynk, zniknęła duża brzoza, nie było już także żywopłotu bukowego. A co stało sie z naszym ogrodem! Tam gdzie kiedyś kwitły dalie i róże, gdzie przyjemnie spędzaliśmy czas na ławeczce, rosły teraz fasola i kapusta. Ponownie spojrzałem na nasz dom. Wyglądał jakby był chory. Jego oczy były metne, w jednym z okien na górze zbita była szyba i poklejona papa. Jego szara twarz miała czerwone plamy w miejscu gdzie odpadł tynk i dachówki.. Mimo to dom stał zatroskany w swojej wielkości, jakby chciał to wszystko przetrwac i wytrzymać, aby znów wyzdrowieć i być pełen gracji jak kiedyś.
    „Bernusch, Bernusch”, zawołał ktoś na ulicy. Znałem bardzo dobrze ten głos, obejrzałem się i przede mną stał Marusch. „Marusch, zostałeś tu, tu w domu, w naszej wsi i jesteś zdrowy. Chodź, pójdziemy na podwórze, nie moge sie doczekac”. „Dobrze, tylko, że tam mieszkają teraz ludzie, którzy nie są stąd, ja ich nie znam i nie byłem u nich. Ale jesli chcesz, pójdziemy, powiedział z wahaniem Marusch.

   Pies, który był przywiazany na łańcuchu do swojej budy szczekał na nas wściekle i chciał na nas skoczyc. Wtedy z domu wyszła starsza kobieta. Podeszliśmy do niej i Marusch zaczał rozmawiac z nią po polsku. Odpowiadała zachrypnietym głosem, wymachiwała rekoma, jej twarz zrobiła się czerwona, spojrzała na mnie i złożyła rece, pokazała na dom i znowu spojrzała na mnie. Ogarnał mnie strach. „Na pewno zaraz spuęci na nas psy i przepedzi nas z podwórza. Ale stało się zupełnie inaczej. Odsunęła się, odchyliła drzwi i powiedziała: „Dzien Dobry, prosze wejść". Poszliśmy za nią i zobaczyłem na drzwiach wyrzeźbionego z drewna zająca. Drzwi nie były zielone, były pomalowane na brązowo, ale zająca z jego opuszczonymi uszami, jakby poszczutymi przez psy, rozpoznałem od razu, tylne łapki były wysunięte daleko w tył. W środku wszystko było pozmieniane. Miałem pokazac kobiecie, w którym pokoju spałem. Wprowadziłem ją do środka. Tam, gdzie było moje łóżko, stała teraz duża szafa, nie było już zielonego pieca kaflowego, a ściany nie były już w kwiecistą tapetę, lecz były pomalowane na biało.

   W kuchni parowało z garnków, usiedliśmy przy stole. Ciasto, pomidory z cebula i słonina, zupę, mięso z sosem, kartofle, fasole i marchewkę, pudding i potem znowu ciasto- to wszystko mieliśmy zjeść, ale nie dało rady. Wkrótce już nie mogłem. Kobieta to zauważyła. Spojrzała na Maruscha i rozmawiała z nim. Gdy skończyła Marusch przetłumaczył: „Gospodyni powiedziała: Powinieneś zjeść tak dużo jak możesz, to co stoi na stole wyrosło na twojej ziemi. Nie mogłem tego zrozumiec. Teraz ona tu jest panią i gospodarzem. Czy to jest jeszcze nasza ziemia czy wszystko należy już do niej?
    Marusch podskoczył: „Więc teraz pójdziemy do Zauche, zawołał, wiesz, tam jest ten mały staw pośrodku pola, gdzie zawsze było tak dużo żab! I już biegliśmy z nim. Wysoka trzcina przykryła prawie całą sadzawkę. Było zupełnie cicho, tylko zboża szemrały w słoncu. W wodzie zarechotała żaba, rechot robił sie coraz głosniejszy- potem znowu zrobiło sie cicho. Marusch położył ramie na moim ramieniu i szepnał:” Słyszałes, Bernusch, żaba, długo na Ciebie czekała, teraz powiedziała Ci dzien dobry”.

 Rozpłakałem sie. Obróciłem sie i odszedłem. „Bernusch, Bernuschel, dokad idziesz? Zostań, nie odchodź znowu! Krzyczał za mna Marusch. Gdy szedłem aleja, zrobiło sie ciemno. Zatrzymałem sie i obejrzałem za siebie. Z łatwoscia mogłem jeszcze rozpoznac dom, jego wielkie oczy spogladały ponad drzewami, były smutne, jakby chciały powiedziec: „Dlaczego znowu zostawiasz mnie samego?” Tam, pośrodku ulicy, kilka kroków ode mnie, skakał zajac i spoglądał na mnie. On się mnie w ogóle nie boi, pomyslałem, jakby mnie bardzo dobrze znał. Zaczałem biec. Gdy musiałem chwilę odsapnąć, ogladnałem się. Zając ciągle tam siedział, jakby na mnie czekał. Ale potem podskoczył i popędził z powrotem do Osowej Sieni. Teraz byłem zupełnie sam, biegłem dalej, tak szybko jak potrafiłem, wtem przy Bismarksaeule ryknął na mnie wściekle czarny byk, jego czerwone oczy przeszyły mnie, biegłem i biegłem w kierunku Wschowy, ale nie mogłem sie zbliżyc ani o krok, bez wzgledu na to jak szybko biegłem. 
    Wtedy sie obudziłem, Bogu dzieki!To był zły sen, mój Mały”, żałował go ojciec, „teraz sie nie dziwie, że dzis tak zle wygladasz. Tobie przydarzyło sie to samo co chłopcu z Uder, który po długim czasie powrócił do swej wsi, przypominasz sobie baśń o jaskini krasnala? A jakże, Bartholomaeus nie śnił, on był naprawde w Uder, w którym nie zmieniło sie tak wiele. Miejmy nadzieje, że to co przyśniło Ci sie dziś, pozostanie tylko snem. Wkrótce będziemy w domu. Amerykanie i Rosjanie chca zorganizować konferencje. Bedzie też w niej chodzić o nasza ojczyznę. Ale jeśli okaże sie, że już nigdy nie bedziemy mogli wrócic do Osowej Sieni, to musisz postarac sie, żeby tam kiedyś pojechać, w przyszłości, gdy bedziesz już dorosły. Czy będzie tak, jak w Twoim śnie? Będziesz znowu musiał wrócic samotnie? Bez Maruscha? Owszem, a może spytasz ludzi z naszego domu, czy nie chcieliby Ci podarować tego zająca. Będziesz go miał wtedy zawsze przy sobie, a on nie bedzie musiał już nigdy za Tobą biec, aż do Wschowy.- No, to Gerhard ma już swoje koło młyńskie gotowe. Ładuje wiec wszystkie dzieciaki na wóz i odjeżdżamy do Lutter! Ciocia Hilde zapakowała Menage. Menage to jedzenie dla dziadka. To słowo znał ze swojego czasu rekrutacji w Strassburgu. Wtedy był jeszcze cesarz!
     Tak więc drogi czytelniku kończy się ta historia. Być może chciałbyś się dowiedzieć jak dalej potoczyło to czy tamto. Dziadkowie opuścili Eichsfeld, zanim z Zielonej Granicy, przez która można było się wymknąc, zrobiła się Żelazna. Dziadek już nigdy nie zobaczył Eichsfeld i Śląska.
    Ponad 50 lat po ucieczce Bernhard odnalazł w Osowej Sieni swojego polskiego przyjaciela Maruscha, a zając z drewna, który w jego śnie biegł za nim aż do Wschowy, wyleguje się teraz za witryną w jego domu w dolinie Renu. Jeśli kiedys bedziesz szedł przez Lutter w dół, będziesz widział tylko wielkie pola, szopa jest rozwalona a żyto nie zorane. Grusza stanęła na drodze nowym rolnikom. Najpierw próbowali usunąć ją łopatą i widłami, ale się nie udało. Przyprowadzono do pomocy żołnierzy, którzy wywiercili w korze dziury i napakowali w nie proch, jakby chcieli zniszczyc co najmniej ścianę skalną. Krótki wybuch, który słychac było aż w Uder, rozszarpał grusze na strzepy…… Kiedy uciekliśmy do Turyngii, odczuwałem ogromną tęsknotę za ojczyzna.

Marusch przysłał swoje zdjecie. W ksiażce opisuje sen, w którym podejmuje pierwszą podróż do ojczyzny (1988) W tym śnie, który sobie oczywiście wymyśliłem, Marusch i zając odgrywają główne role. Mam nadzieje, że będziecie mieli czas wyjaśnic to dobrej Pani Krystynie.

Serdeczne dzieki!

Tłumaczenie:Dominika Duch


Leonie Ossowski - Wschowa mojego dzieciństwa

Informacja ze strony http://mlodzidziennikarze.liceum.eu.org/index.php?id=2
   Leonie Ossowski to niewątpliwie jedna z bardziej znanych postaci ściśle związanych z Ziemią Wschowską. Choć obecnie mieszka w Niemczech, gdzie jest niezwykle cenioną pisarką, to urodziła się i spędziła młodzieńcze  lata w Osowej Sieni. Do dziś przetrwał jej rodzinny dom, a zasadzie pałac, którego ostatnim przedwojennym właścicielem był jej ojciec. Leonie Ossowski niejednokrotnie w swoich utworach wracała do okolic Wschowy, pisząc o zdarzeniach, które zapamiętała z dzieciństwa i szczegółowo przeniosła je do swojej twórczości. Dlatego też warto bliżej przyjrzeć się zarówno biografii tej niezwykłej kobiety jak i jej dorobkowi literackiemu…
Autorka Wilczych jagód przyszła na świat w Osowej Sieni 15 sierpnia 1925 roku – warto dodać, iż wówczas  miejscowość ta nazywała się Röhrsdorf. Jej właściwe nazwisko brzmi Jolanthe Kurtz-Solowjew, a swój literacki pseudonim wzięła od swoich polskich przodków, byłych właścicieli Osowej Sieni, którzy osiedlili się na tych ziemiach ponad 750 lat temu. Matką Leonie była Ruth von Ostau. Tak naprawdę to właśnie ona zainteresowała swoja córkę literaturą i pisarstwem - sama także tworzyła wiersze, niestety są one nadal szerzej nieznane tak w Polsce jak i w samej Wschowie. W styczniu 1945 roku rodzina Leonie Ossowski została przesiedlona na tereny zachodnich Niemiec. Dziewiętnastoletnia wówczas dziewczyna została zmuszona opuścić rodowy majątek i szukać dla siebie nowego miejsca na ziemi na zachód od Łaby. Tam, w oczywiście niełatwych warunkach rozpoczęła nowe życie, chwytając się różnych zajęć - pracowała m.in. w fabryce, sklepie, biurze, pracowni fotograficznej... do czasu, aż swoje prawdziwe powołanie odnalazła w pisarstwie.
   Początki twórczości Leonie Ossowski sięgają lat pięćdziesiątych, wtedy to powstają jej pierwsze scenariusze filmowe. Nad pierwszą powieścią Leonie Ossowski pracowała do roku 1967. Z czasem jej dorobek artystyczny zaczął powiększać się o kolejne powieści, słuchowiska radiowe i sztuki teatralne. Krytycy literatury szybko dostrzegli i docenili nowy talent na scenie literackiej – Ossowski zdobyła wiele nagród i wyróżnień za książki dla młodzieży oraz za wybitne scenariusze filmowe. Dziś jest w Niemczech jedną z najbardziej znanych autorek. Nadal mieszka i pisze w Berlinie. Nigdy jednak nie zapomniała o ziemiach, z których pochodziła. Pisarka wychodzi z założenia, iż należy pielęgnować pamięć o utraconej „małej ojczyźnie", zaś jedyną możliwością uchronienia jej przed zapomnieniem jest pisanie o niej, gdyż tylko w ten sposób można doprowadzić do utrwalenia jej w świadomości czytelników i zachować dla następnych pokoleń. I tak, z tęsknoty za ziemią swych przodków, a także za utraconym „krajem lat dziecinnych” narodziła się powieść Wilcze jagody.
   Nie będzie przesadą jeśli stwierdzę, iż niniejszy utwór  powinien przeczytać każdy mieszkaniec Wschowy, a przynajmniej ci wszyscy wschowianie, którym nie jest obojętna przeszłość naszego miasta i los ludzi mieszkających tutaj przed II wojną światową. A to z tego względu, iż jednym z miejsc akcji Wilczych jagód jest właśnie Wschowa. Dzięki licznym opisom istniejących we Wschowie budynków, pomników i miejsc możemy poznać coraz bardziej odległą historię Wschowy przedwojennej. Powieść Leonie Ossowski to ciekawa panorama życia dwóch ostatnich pokoleń właścicieli Osowej Sieni sprzed 1945 roku, Sophie i Leopolda Zertsch, oraz ich córek: Laury, Anny i Marii. Właściwa akcja książki rozpoczyna się w roku 1933, kiedy Hitler dochodzi do władzy. Życie mieszkańców niemieckiej Osowej Sieni, tworzące się zresztą również na terenie nie wymienionej z nazwy Wschowy, zostaje wyraźnie poddane presji ideologii i polityki hitlerowców. Wilcze jagody, mimo tych licznych odniesień do historii nie są powieścią  trudną w odbiorze, a wręcz przeciwnie – akcję utworu śledzi się z zapartym tchem ze względu na wplecione w fabułę ciekawe wątki miłosne. Utwór zamyka scena wielkiej ucieczki niemieckiej ludności, a właściwie osamotnionych kobiet i dzieci, w wyjątkowo mroźnych dniach stycznia 1945 roku przed nadchodzącymi Rosjanami.
   To co jednak najbardziej przyciąga naszą uwagę, to przede wszystkim liczne literackie odniesienia do samej Wschowy, jej architektury i ludzi żyjących w tamtych czasach. Ossowski opisuje zarówno miejsca już nieistniejące, ale także te, do których możemy się udać dzisiaj, choćby podczas krótkiego spaceru po mieście. Oto na przykład udajemy się na przejażdżkę wraz z bohaterami powieści przez pobliskie powiatowe miasteczko, jak najczęściej określa Leonie Ossowski Wschowę: „Przez małą szybkę w kwadratowym okienku karety przyglądałam sie mojej malej ojczyźnie. Mijaliśmy małe, szare, dwu- albo trzypiętrowe  domy po prawej  i lewej stronie ulicy dworcowej. Leopold mówił że po prawej stronie znajduje się strzelnica bractwa kurkowego, po lewej należące do niej łęgi.  Centralnym punktem tej miejscowości, która pod polskim panowaniem otrzymała w XIII wieku prawa miejskie, był rynek, przez który właśnie jechaliśmy. Ubogie sklepiki, furmanki, ani jednego auta, tylko pojedyncze kobiety w kapeluszach. Tak, tutaj nosiło się na głowach chusty”. Ossowski uwieczniła także  w swojej powieści wieżę Bismarcka – o jej istnieniu niewielu już dziś pamięta. Pomnik ten stał na drodze prowadzącej do Osowej Sieni, gdzie znajdowała się rodzinna posiadłość jej rodziny, bajkowy pałac, który zachował się do czasów współczesnych. To w nim rozegra się duża część wydarzeń.
   Najbardziej interesującym fragmentem powieści  pozostaje jednak bez wątpienia relacja ze spalenia wschowskiej synagogi podczas kryształowej nocy, kiedy to hitlerowcy przeprowadzili pogrom ludności pochodzenia żydowskiego w nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku . Bożnica stała naprzeciwko gimnazjum żeńskiego,  w którym obecnie znajduje się Gimnazjum nr 1 przy ulicy Kopernika. To właśnie z tego miejsca, z okna szkoły obserwujemy moment spalenia synagogi: „Naprzeciwko szkoły znajdowała się synagoga, żółty, nieforemny kloc z gwiazdą Dawida na frontowym szczycie, która górowała ponad wszystkimi dachami. Anna doskonale znała tę gwiazdę, codziennie obserwowała ją ze swej ławki, rysowała ja albo liczyła gołębie siedzące na jej odnogach. (…) tego pamiętnego dnia na ulicy roiło się od SA-manów oraz gapiów, którzy Annie zasłaniali widok. Mówiono, że płonie synagoga, lecz nie było tu ani straży pożarnej, ani sikawki. Nikt nie podawał z ręki do ręki wiadra, tak jak to było przy pożarze lasu, nikt nie ponaglał do pośpiechu, nikt się nie bał szalejącego żywiołu. Przeciwnie. Ludzie się śmiali, opowiadali dowcipy i czekali, aż się dach zawali”. Realistyczny opis zniszczenia synagogi znakomicie oddaje atmosferę społeczno-polityczną panującą w ówczesnym Fraustadt. Literackie świadectwo kryształowej nocy w Wilczych jagodach jest całkowicie zgodne z rzeczywistym przebiegiem działań hitlerowców, dzięki czemu, znając poszczególne ulice i budynki na mapach Wschowy, stajemy się pośrednimi uczestnikami tamtych wydarzeń. I choć opis spalenia synagogi przez Ossowski jest tylko częścią większej historii to zapada na długi czas głęboko w pamięci, stając się prawdziwie unikatowym świadectwem przeszłości. Inna scena, równie ważna z dzisiejszego punktu widzenia przedstawia moment splądrowania sklepu bławatnego należącego do Żydówki: „Szyby w oknach  wystawowych były wybite i Laura widziała, jak jakiś  człowiek stamtąd coś sobie po prostu zabierał. Nie było jednak w pobliżu żadnego policjanta, wokół stali jedynie mężczyźni w mundurach SA. Jeden z nich malował na drzwiach białą farbą gwiazdę Dawida, a pod nią napis: Juden raus”. Właścicielki sklepu zostają pobite i wyrzucone na ulicę. Całe zdarzenie rozegrało się na skrzyżowaniu dzisiejszej ulicy ks. A. Kostki i Boh. Westerplatte.  To tylko dwie sceny życia mieszkańców przedwojennego Fraustadt. Śledząc losy bohaterów uświadamiamy sobie, że miejsca które dziś dla nas niewiele znaczą, są świadkami ważnych wydarzeń historycznych.
   Pierwsze, niemieckie wydanie Wilczych jagód ukazało się w 1987 roku. Udostępnienie tej książki w języku polskim w 1998 roku  zawdzięczamy Eugeniuszowi Wachowiakowi, ściśle związanemu ze Wschową poecie i eseiście. Poprzez swoją twórczość literacką Leonie Ossowski daje wyraz swemu zainteresowaniu Polską, którą postrzega jako „małą ojczyznę". Pisarka nie żywi jednak żadnych pretensji do utraconego domu rodzinnego, a wręcz przeciwnie, postuluje dążenie do dobrych, uregulowanych stosunków sąsiedzkich. Taka postawa spotkała  się z uznaniem ze strony Polaków – 7 września 2007 roku Leonie Ossowski w Ambasadzie RP w Berlinie otrzymała od ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego honorowy medal  „Zasłużona dla kultury polskiej”, za wkład w pojednanie polsko-niemieckie. Warto także wspomnieć, że podczas przyjazdu Leonie Ossowski w 1994 roku do Poznania, Wschowy i Osowej Sieni, Sergiusz Sterna Wachowiak nakręcił telewizyjny film dokumentalny zatytułowany „Opowieść o cynowym raju. Leonie Ossowski w Osowej Sieni" wielokrotnie emitowany na ogólnopolskich, polonijnych i regionalnych antenach telewizji Polskiej.

 

Autor: Magdalena Jeż

W piątek, 8 września 2006 roku o godzinie 18:00 w Muzeum Ziemi Wschowskiej odbyło się spotkanie z Panem Eugeniuszem Dzięcielewskim - autorem książki "Wschowa i Ziemia Wschowska w literaturze".
   Książka eksponuje wielonarodowość, wielokulturowość i religijną różnorodność, dawnej i współczesnej Wschowy. Podjęta tematyka wykracza poza sprawy lokalne i dotyczy wielu miejscowości z dawnych polskich kresów zachodnich. Autor w swej książce przedstawia wybitnych ludzi kultury i nauki związanych ze Wschową i Ziemią Wschowską. Szczególnie polecam rozdział na stronie 116 książki.
    Publikacja została wydana przez Gminę Wschowa oraz Powiat Wschowski. Książkę można kupić za 20 zł w siedzibie Muzeum Ziemi Wschowskiej (Plac Zamkowym 2) bądź w Biurze Promocji i Rozwoju Urzędu Miasta i Gminy Wschowa (Plac Zamkowy 3).